Pięciu Ludzi z Trawką – czyli moje rockowe korzenie (1)

Sep 17, 2014 at 9:49 pm

Moja ciocia pracowała w Radzie Państwa. Prowadziła gabinet prof. Oskara Lange – wybitnego ekonomisty-komunisty, który po zrobieniu kariery w USA przyjechał po wojnie do Polski aby budować socjalizm. Pożytek z tego miałem taki, że jako dzieciak biegałem po sejmie i miałem kolorowe znaczki pocztowe z całego świata. Kiedy miałem 12 lat ciocia załatwiła mi bilet do sejmowego kina gdzie wyświetlano film “A Hard Day’s Night” z zespołem The Beatles w roli głównej. To był przełomowy moment. Postanowiłem nauczyć się grać na gitarze. Miałem 12 lat, mama zarabiała 1200 zł miesięcznie a gitara (akustyczna tak zwane “pudło”) kosztowała 300 zł. Ale jakoś z pomocą cioci i babci stałem się posiadaczem tego kultowego już wtedy instrumentu. Zapisałem się nawet na lekcje gitary (grałem z nut) które odbywały się …w Klubie Oficerskim przy Al. Niepodległości w Warszawie.

W Ambasadzie USA można było zdobyć śpiewnik popularnych amerykańskie piosenek, w którym były nie tylko nuty i słowa ale i akordy. Oczywiście najważniejszym utworem którego się nauczyłem był “Dom Wschodzącego Słońca” Animalsów, w którym występował bardzo trudny akord typu “barre”. Kiedy go opanowałem uważałem, że mogłem już zagrać wszystko.

Pierwsze korzyści przyszły latem, na wakacjach. “Chłopak z z gitarą” miał ogromne powodzenie u dziewcząt z czego chętnie korzystał. Ale nie tylko. Któregoś dnia obudzili mnie z rana dwaj gitowcy. Kazali sobie grać “Angie” z repertuaru The Rolling Stones. Charakternie przynieśli 3 alpagi “Albatros”, a jeden się tak wzruszył, że się pochlastał (czyli pociął żyletką rękę).

Pamiętam taką scenę ze szkoły podstawowej. Apel w sali gimnastycznej. Gra zespół big-bitowy. Do radia z zielonym oczkiem są podłączone trzy gitary i mikrofon do wokalu. “Plaża dzika plaża, morze dookoła” – leci przebój Stana Borysa. Nauczyciele zatykają uszy palcami.

Potem było liceum nr. VI im T. Reytana. Dzięki temu, że paru kolegów miało ojców dyplomatów mogliśmy mieć wydaną w Londynie płytę The Cream czy Jimmi Hendrixa w parę dni po jej ukazaniu się. Założyliśmy klub Hi-Fi. Kilkadziesiąt osób w skupieniu słuchało nowych płyt a potem zawzięcie dyskutowało. Pamiętam, że były animozje pomiędzy fanami The Beatles i The Rolling Stones. Szefem był Grzegorz Boguta późniejszy współtwórca podziemnej, opozycyjnej Niezależnej Oficyny Wydawniczej, dzięki której można było poznać prawdziwą historię Polski i twórczość zakazanych przez komunę pisarzy i poetów. Pamiętam, że w latach 60 Kościół Katolicki otworzył się na big-beat. Wyszła nawet płyta z mszą na bitowo. Wiele zespołów miało próby w kościołach (ja w tym przy ul. Puławskiej).

W Reytanie też działał zespół. Śpiewał w nim znany bard opozycji ś.p. Przemek Gintrowski. Kiedy zrobił maturę i odszedł z liceum, zespół przejęli młodsi. Ja zostałem wokalistą jako że znałem angielski i teksty rockowych przebojów. Graliśmy utwory z repertuaru Creedence Clearwater Revival, Johna Mayalla, The War gdzie śpiewał Eric Burdon itp. Było fajnie. Atrakcyjne dziewczyny przychodziły na próby, przynosiły winka (nie alpagi – lepsze). Ja musiałem kryć się przed wychowawczynią z długimi włosami (chowałem je spięte gumką pod kołnierzykiem koszuli). Byłem obiektem westchnień panienek z dobrych domów, a na balkonie hodowałem cudowne ziele, które mama podlewała. Stąd wzięła się nazwa zespołu – Pięciu Ludzi z Trawką. Po maturze przestałem śpiewać… Po mnie przyszli chłopcy który stworzyli zespół “Mech – Zjednoczone Siły Natury”.

Seweryn Reszka

www.perfectrockband.pl